Ostatnie komentarze

  • Wpis w: MP3 Download Melanie Martinez - K-12 Full Album _ Full Album   1 tydzień 6 dni ago

    Here is actual download link !!!

    http://brvgo.com/137262

     

  • Wpis w: MP3 Download Have a Nice Life Leak Download _ ZIP MP3 2019   1 tydzień 6 dni ago

    Here is actual download link !!!

    http://brvgo.com/137262

     

  • Wpis w: - Free Two Hands Free Download 2018 Leaked   1 tydzień 6 dni ago

    Here is actual download link !!!

    http://brvgo.com/137262

  • Wpis w: _ Album Download Losing, Linda Free Download Download 2019   1 tydzień 6 dni ago

    Here is actual download link !!!

    http://brvgo.com/137262

  • Wpis w: Śnieżka   5 miesięcy 1 tydzień ago

    Lorem ipsum dolorosa

  • Wpis w: Truskawki w śmietanie   1 rok 2 miesiące ago

    Na długiej przerwie jak zwykle popędziłam do małego kantorka wyznaczonego na gabinet redakcji szkolnej gazetki. Odkluczyłam stare drzwi i już po chwili siedziałam za moim prywatnym biurkiem, przywleczonym tu ze strychu. Wyjęłam swoje śniadanie składające się ze złożonej kromki żytniego chleba z liściem sałaty i gruszki, a następnie otworzyłam gruby notes w czerwonej oprawie i poczęłam przeglądać notatki z ostatniego spotkania.

    Większość przerw spędzałam w towarzystwie moich przyjaciółek, które lubiły rozprawiać o wyglądzie, drogich ciuchach, najnowszych trendach... A poza tym często komentowały styl i wygląd innych uczniów. Zawsze żywo uczestniczyłam w tych dyskusjach, ale długa przerwa była dla mnie pewnego rodzaju oderwaniem od plastikowego światka, gdzie prym wiodły rozmowe o charakterze niezbyt wyszukanym. Na długiej przerwie siadałam w zacisznym kąciku i włączałam radio czy płytę happysad. Często czytałam i poprawiałam artykuły pisane przez moich dziennikarzy, ale była to dla mnie sama przyjemność. Praca w szkolnej gazetce stanowiła jedyny rodzaj zajęć, na które nie uczęszczała żadnych z moich pustych przyjaciółek. Nie mogłam nie dopuszczać do siebie myśli, że te dziewczyny do najmądrzejszych nie należą, choć jednocześnie bardzo je lubiłam. Każda z nich była specyficzna na swój sposób, każda miała własne dziwactwa i upodobania - a jednak stanowiły jednolitą masę idiotyzmu.

    Jeszcze trzy osoby zalegały mi z artykułami. Odłożyłam notes, ułożyłam się wygodniej na twardym krześle i położyłam nogi na biurku. W zamyśleniu gryzłam kanapkę, obserwując wróble pomykające na śniegu za oknem. Okno było bardzo zakurzone, a firanki brudne i szarawe. Mimo to, zabroniłam ruszać oba zaniedbane sprzęty - twierdziłam, iż było to dziedzictwo wcześniejszej redakcji, która charakteryzowała się wyjątkowym luzem i nonszalancją, a także dystansem do życia.

    Tego dnia całą przerwę spędziłam w samotności, ale od czasu do czasu ktoś razem ze mną przesiadywał w zapuszczonym kantorku redakcji. Czasem prowadziłam z tym kimś ożywioną konwersację, czasem nie zamienialiśmy nawet słowa. Ten gabinet stanowił pewnego rodzaju azyl dla dziennikarzy i pozostałych uczniów zaangażowanych w pracę szkolnego czasopisma - poza tym, wszyscy znaliśmy się na tyle dobrze, że nie potrzebowaliśmy słów, by odczytać swe nastroje i myśli. Było mi dobrze z tymi ludźmi, a mimo to nie oni stanowili moje naturalne środowisko, z którym silnie się identyfikowałam.

    Wychodząc z kantorka, wpadłam na Łukasz. Z nieśmiertelną fajką w ustach, cofnął się o krok i zlustrował mnie wzrokiem.

    - Hej, Kicia - wymruczał. Tymczasem ja mocowałam się z zamkiem, który niespodziewanie się zaciął. Zaparłam się nogą o drzwi i z całych sił próbowałam przekręcić klucz. - Jakieś problemy?

    - Oczywiście, że nie - odpowiedziałam spokojnie, nie obdarzając go nawet spojrzeniem. - Ten zamek po prostu upodla życie dziennikarzy. Mnie codziennie. Jestem przyzwyczajona do tego rodzaju rewelacji - wzruszyłam ramionami.

    - Pomogę - wypuścił peta z ust i zadeptał go na szarych płytkach posadzki. Wyjął mi klucz z dłoni i sprawnym ruchem zakluczył drzwi. - Swoją drogą... Nie miałabyś ochoty na kino?

    Westchnęłam i spuściłam wzrok, chcąc powstrzymać buzującą we mnie wściekłość. Ten frajer ponownie chciał spróbować... Doprawdy, żałosne. Uśmiechnęłam się krzywo. Tym razem nie zamierzałam na niego krzyczeć.

    - Nie, nie miałabym - odpowiedziałabym spokojnie, odwracając się do niego i opierając kokieteryjnie o futrynę. - Na pewno nie z tobą.

    Łukasz westchnął, wbił ręce w kieszenie i zmrużył oczy.

    - Za niskie sfery, co, Kicia?

    - Elita ma swoje prawa. A ja nie mam prawa ich łamać - uśmiechnęłam się do niego przepraszająco, ale to był fałszywy uśmiech. Wyminęłam Łukasza i ruszyłam na kolejną lekcję.

  • Wpis w: Truskawki w śmietanie   1 rok 2 miesiące ago

    Notujesz już drugie spóźnienie, jeszcze jedno moja panno i będziesz miała kłopoty! – Usłyszałam, gdy tylko przekroczyłam drzwi do klasy. Nauczycielka przyglądała mi się przez chwilę, po czym gestem ręki wskazała, bym w końcu usiadła na miejscu. Trochę mnie to irytowało, gdyż miałam dziwne wrażenie, jakby tylko mnie o coś takiego karciła.

    Przypomniałam sobie identyczne sytuacje z poprzednich tygodni. Ludzie potrafili spóźniać się nawet po dziesięć minut i nigdy jakoś z tego powodu problemów nie mieli. No może poza Łukaszem, który efekt swoich spóźnień doprawiał aromatem dymu papierosowego. No ale nauczycielka miałaby problem, gdyby przymykała na to oko.

    W sumie to chyba powinnam z nim pogadać. Jakoś tak ostatnio chamsko się wobec niego zachowałam, no ale co sobie myślał, gdy w zeszłym tygodniu podszedł do mnie i zapytał, czy nie wyskoczę z nim na miasto. Narobił mi tylko obciachu przed koleżankami.

  • Wpis w: Babiniec. Czyli gdzie ci mężczyźni   1 rok 2 miesiące ago

    Gdzie Ci mężczyźni? Pojawiają się zwykle, gdy traci się nadzieję, że cokolwiek wartościowego płeć przeciwna sobą prezentuje. Pojawiają i z miejsca z ziemią równają wszelkie dotychczasowe przekonania, na bok odsuwają smutki i serce zamykają w szklanej gablotce, do której tylko oni mają kluczyk. Tak było i ze mną. Gdy już zupełnie straciłam nadzieję, pojawił się on. Wysoki, przystojny o duszy romantyka. Po prostu ideał który sprawił, że z miejsca zapragnęłam się z kimś na poważnie związać. To właśnie przy nim poznałam, czym jest głębokie uczucie, którym chce się obdarzyć tą jedyną na świecie osobę. Nie wierzyłam, że coś takiego w ogóle istnieje.

    Samotne poranki wypełnił aromat kawy która przestała być dla mnie tylko energetykiem, a stała się czymś wyjątkowym, popołudnia choć dalej milczące, to jednak o wiele piękniejsze, bo z Nim u boku i wieczory, które istniały tylko dla nas i noce, które przesypialiśmy tylko po to, aby od rana ujrzeć swoje spojrzenia. Trwało to pół roku, nim się we mnie coś wypaliło. Być może za dużo pracy, za mało czasu miałam dla "nas". On znajdował go prawie zawsze, gdy byłam w potrzebie, ja sobie tłumaczyłam, że wszystko przed nami, a teraz trzeba zadbać o jak najlepszy start w przyszłość.

    Dni mijały, coraz częściej i my się mijaliśmy. Dalej go kochałam, wiedziałam, że on mnie też. Zaczęłam czuć do siebie odrazę za każdym razem, gdy moja rosnąca oziębłość uderzała w Niego, coś kradła z jego dotychczasowego charakteru. Widziałam, jak się wypala, jak marnieje w oczach. Choroba? Fizycznie wyglądał dobrze, jedynie z psychiką bywało gorzej. Zrzucałam to na barki tęsknoty i kolejnych samotnych wieczorów, gdy ja siedziałam do późna w biurze, a on w domu pilnował, abym po powrocie miała co zjeść. Sam nie pracował, firma, która wcześniej była jego drugim domem, przeszła restrukturyzację i zabrakło dla niego miejsca. Chciał się podjąć czegoś nowego ale ciężko to szło. Ja z kolei sprężałam się jeszcze bardziej by premie trochę podreperowały nasz domowy budżet.

    Pewnego dnia zaczął mi wypominać brak czasu, raniło to mnie, w końcu robiłam to dla Nas. Zaczął się odsuwać, aż w końcu odszedł, opuścił mnie i już nigdy nie wróci. Trafił w objęcia innej, która związała go ze sobą. Kobiety, z którą nie jestem w stanie wygrać, dla której rozbicie czyjegoś związku jest naturalną koleją rzeczy.

    To już rok, gdy żyję ze świadomością, że nie znamy dnia, ani godziny. Że dopiero brak tej bliskiej nam osoby uświadamia, jak wiele błędów popełniliśmy, ile okazji zmarnowaliśmy i jak mało tak naprawdę mamy z tego życia. Szklana gablotka rozbiła się w kontakcie z rzeczywistością. Nie potrzeba już klucza, bo i nie ma czego do niej schować.

    Widuję go często i toczę swój monolog. Nigdy nie był rozmowny, a teraz to już zupełnie zamilkł. Mimo to robię wszystko, aby wiedział, że jestem i jeszcze kiedyś nadejdzie nasz czas. Czas w którym kobieta, co mi go odebrała przyjdzie i po mnie.

    Tak w temacie: https://www.youtube.com/watch?v=obvizJRnezA

  • Wpis w: Szkicownik myśli   1 rok 2 miesiące ago

    Melancholia to ładny wyraz. Brzmi w moich ustach jak nazwa egzotycznego kwiatu o mięsistych, bladoróżowo-białych płatkach i trującym wnętrzu.  Piękne słowo kryjące toksyczny smuteczek. Małą drzazgę smutku, powierzchownie wbitą w serce. Takie nic, a jednak niedające o sobie zapomnieć.

    Melancholia to częsty gość w moim domu. W moim umyśle. Nauczyłam się ją ignorować, a kiedy stanowczo odmawia – wykorzystuję ją jako inspirację. Do tworzenia. Moim medium najczęściej jest wirtualna kartka papieru, ale ostatnio zaprzyjaźniłam się z igłą, nylonową nitką i drobniutkimi koralikami. I wplatam swój smuteczek, swoją drzazgę w kolejne rzędy koralików. Więżę melancholię w sieciach ściegów, w siatkach wzorów, w mnogości barw.

    Lubię zajęcia, które wymagają precyzji, czasu, cierpliwości. Nie wiem, czy lubię je wbrew swojej cholerycznej naturze, czy właśnie z powodu jej istnienia. Ozdobienie lukrowymi wzorkami kilkuset ciastek, obrabianie wzorów pod nadruki, stworzenie niewielkiej bransoletki z prawie tysiąca koralików – w czynnościach powtarzalnych, automatycznych umiem odnaleźć własne myśli. Nie jestem szczególnie uzdolniona artystycznie, rysowanie czy malowanie to dla mnie czarna magia, ale dajcie mi ścisłe wytyczne, monotonną do znudzenia czynność i obudzi się moja muza i przegoni melancholię.

    Muzy i melancholie. Ekscentryczne stworzenia. Czy aby na pewno różne?...

  • Wpis w: Szkicownik myśli   1 rok 2 miesiące ago

    Pod palcami wyczułam chropowatą powierzchnię, zacisnęłam zęby, uniosłam się na łokciu. Leżałam w przestronnej sali, podpierając się na stole o sfatygowanym blacie. Z czoła ciekła mi strużka krwi, może rozbiłam głowę, może w ogóle straciłam pamięć, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć, jaki jest dzień tygodnia i jak ma na imię moja matka chrzestna.

    W sali nie było ani jednego okna, więc kiedy wnętrze wypełniło się porażającym światłem, rozsądek nie był w stanie dać mi racjonalnego wytłumaczenia tego niespodziewanego zjawiska. Coś świsnęło mi koło ucha, a następnie światłość skupiła się po przeciwległej stronie stołu.

    Wytężyłam wzrok. To była jakaś postać, w lśniącej białej sukience z jedwabiu, w bielutkich pantofelkach.

    - Kim jesteś? - zapytałam nieswoim głosem. Czy to znaczyło, że byłam we śnie?

    - Na imię mi.. Mgphgihjgfj - odparła istota miękkim, szeleszczącym głosem, odrzucając jednocześnie do tyłu lśniące jasne włosy. - Przybywam, by cię uświadomić.

    - Uświadomić w czym? - niechętnie wstałam, otrzepując przybrudzone rurki w czerwoną kratę. - Czuję się świetnie. Czuję się naprawdę fantastycznie, to jeden z... Najprzyjemniejszych snów, jakie kiedykolwiek miałam.

    - To nie jest sen - zastrzegła tajemniczna istota.

    - Doprawdy, ....? - w tym momencie zdałam sobie sprawę, że wciąż nie znam imienia istoty, która wymówiła je zbyt niewyraźnie. - Przepraszam, czy możesz powtórzyć swoje imię?

    Mgphgihjgfj - odparła usłużnie.

    - Nie rozumiem - wbiłam w nią poirytowany wzrok, ale szybko musiałam go odwrócić, bo jej światłość była zbyt porażająca.

    Mgphgihjgfj - powtórzyła.

    - Po prostu powiedz, jak mam się do ciebie zwracać - rzuciłam, czując narastającą irytację.

    - Nakropka - powiedziała wyraźnym, czystym głosem.

    - Cieszę się, że się rozumiemy, Nakropko - powiedziałam nieco bardziej spokojnym głosem. - A teraz możesz mnie uświadomić.

    Nakropka usiadła po turecku na stole, przejechała jasną dłonią po jego chropowatej powierzchni i mruknęła, niby od niechcenia:

    - Nie chcesz już kochać.

    - Nigdy nie kochałam - zaprotestowałam szybko.

    - Wiem. Ale nie chcesz już... W ogóle.

    Zmarszczyłam brwi, przyglądając się jej uważnie.

    - Cokolwiek o tym wiesz... No, po prostu stwierdziłam, że na razie jest mi to absolutnie niepotrzebne. Nie obrastam w obojętność, tylko w...

    - Nieprawda - zaprotestowała Nakropka. - Stajesz się zimna jak lód, gładka jak tafla niewyjeżdżonego lodowiska, sama jak sopel lodu.

    - Nie. Po prostu... Chcę się poczuć wolna. Wolna od wszelakich zobowiązań. Nie potrzebuję kryć się w cieniu czegoś, co przejmuje nade mną kontrolę, sprowadza mnie na złą drogę - wytłumaczyłam wolno.

    - I sądzisz, że ominięcie problemu i zapomnienie o całej sprawie - właściwie o burzy, jaką rozpętałaś - całkowicie rozwiąże twoje dylematy?

    - Ależ ja nie mam żadnych dylematów.

    - Tylko próbujesz to sobie wmówić.

    - Nieprawda - opadłam bezwiednie na posadzkę, westchnęłam. Skoro to nie był sen, jakim cudem znalazłam się w tym miejscu?

    - Potrzebujesz kogoś. Każdy kogoś potrzebuje - powiedziała łagodnie Nakropka. Poczułam jej ciepłą dłoń na swoim odkrytym ramieniu.

    - Ale nie teraz - zaznaczyłam.

    - Chciałam ci uświadomić, że tak żyć się nie da - Nakropka otoczyła mnie świetlistymi ramionami, koniuszki jej jasnych włosów dotknęły mojej szyi. - Chciałam ci uświadomić, że ludzie muszą mieć kogoś do kochania, nawet jeśli są sami i nieszczęśliwi.

    - Ale ja nie jestem ani sama, ani nieszczęśliwa. A jeśli ktoś ma kogoś do kochania, nie może być nieszczęśliwy.

    - Właśnie - nie patrzyłam na nią, ale wiedziałam, że się uśmiechnęła. Łagodnie i ślicznie, bo przecież całą sobą reprezentowała uosobienie piękna. - To miałam ci uświadomić.

    Ciepło powoli się oddalało, odwróciłam głowę.

    - Powiedz mi tylko... Jeśli to nie jest sen, to co?

    - Jesteś świadoma - powiedziała tylko. Zmarszczyłam brwi.

    - Spotkam cię jeszcze kiedyś?... - zapytałam cicho.

    Nakropka uśmiechnęła się delikatnie, zaszeleściła śliczną sukienką i zniknęła. Zrezygnowana, oparłam łokcie na chropowatym blacie stołu.

Nowe wpisy

MP3 Download Melanie Martinez - K-12 Full Album _ Full Album
MP3 Download Have a Nice Life Leak Download _ ZIP MP3 2019
- Free Two Hands Free Download 2018 Leaked
_ Album Download Losing, Linda Free Download Download 2019
Truskawki w śmietanie
Truskawki w śmietanie
Babiniec. Czyli gdzie ci mężczyźni
Szkicownik myśli
Szkicownik myśli